Sklep internetowy korzysta z plików Cookies zgodnie z celami określonymi w Polityce Prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików Cookies za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Więcej szczegółów znajdziesz w Polityce Prywatności.
  • Nieprzerwanie od 1998 roku
blog-image

Recenzja Hoka One One Clifton 4

    Rynek butów biegowych zmienia się z sezonu na sezon, jedne marki zyskują na popularności, a inne tracą. W Polsce jest kilka firm, które mają ugruntowaną pozycje na półkach biegaczy, ale coraz częściej do głosu dochodzą marki mniej znane, których modele obuwia biegowego kuszą swoją nietypową budową oraz sposobem amortyzacji. Dzisiejszy biegacz jest już bardziej świadomy swoich potrzeb, niż jego kolega pięć lat temu, dlatego też taka różnorodność butów może być szansą na odnalezienie swojego buta idealnego.

    Jedną z nowości w Polsce jest marka Hoka One One powstała we Francji w 2009 roku. Od początku cieszyła się dużą popularnością na rodzimym rynku zarówno wśród amatorów, jak i zawodowych biegaczy, co sprawiło, że została wykupiona przez amerykański koncern Deckers Outdoor Corporation. Na polskich półkach Hoka pojawiła się w 2016 roku, a najbardziej znanymi modelami są Clifton, Challenger i Speedgoat. Buty charakteryzują się grubą podeszwą z zachowaniem małego, 4-5 mm dropu. Ze względu na dużą ilość pianki podeszwowej, buty przeznaczone głównie dla biegaczy długodystansowych, chociaż wyższe prędkości nie stanowią dla nich większych problemów, o czym w dalszej części tekstu. Jako że głównie biegam w mieście, miałem okazję przetestować Hoka One One Clifton 4, czyli flagowy, neutralny but producenta do biegania po twardej nawierzchni.


Pierwsze wrażenie
    Hoka One One Clifton 4 to na pierwszy rzut oka but masywny, o pancernej podeszwie, która zdaje się być przesadnie gruba. Można zapytać: jak w tym biegać i czy w ogóle można w tym biegać? Po założeniu na stopy pierwsze uczucie jest takie, jakbyśmy stali na koturnie i to takim bujanym. Niby stoimy wysoko, ale stopa leży w bucie pewnie, jest niżej osadzona niż linia łącząca piankę z cholewką. Pierwsze kroki w butach były zaskakująco przyjemne, but zachęca do dynamicznego biegu, płynnie przetaczając stopę przy każdym kroku. Ze względu na swoja konstrukcję, nie tyle wymusza, co ułatwia bieganie na śródstopiu. Mimo tak dużej warstwy pianki, nie czuć bardzo dużej miękkości, but nie ugina się przesadnie pod ciężarem ciała, owszem jest miękko, ale bez przesady. Masywna z wyglądu konstrukcja nabiera lekkości dopiero w biegu, a sama waga buta to niecałe 260 gram (9US), nieźle jak na model typowo treningowy. Podeszwa jest szeroka i stabilna ze średnio głębokimi nacięciami w bieżniku.


    Górna część butów wykonana z bezszwowego materiału, który oplata stopę dosyć ciasno, ale jest na tyle elastyczny i miękki, że nie powoduje dyskomfortu. Dodatkowe printy i wzmocnienia cholewki mają chronić oraz lepiej trzymać stopę podczas biegu. Za to w palcach jest stosunkowo mało miejsca, górna część cholewki w tej okolicy potrafi ocierać, proponuję wybieranie o połowę większego rozmiaru, choć ja nie miałem z tym problemu, lubię jak but jest dopasowany. Ponadto stopa nie wpada głęboko w but, a zapiętek pewnie trzyma tylną część stopy. Ogólnie wygląd może być mylący, but na półce prezentuje się jako ten najmniej dynamiczny ze "słoniną" pod stopą, ale już podczas pierwszego kontaktu zmienia swoje oblicze.


W praktyce
    Pierwsze treningi w butach przypadły na koniec listopada i początek grudnia, gdzie warunki były różne, czasem słońce, czasem śnieg, „taki mamy klimat”. Początkowo, gdy warstwa śniegu była mała, a raczej na ścieżkach dominowała chlapa pośniegowa, to buty radziły sobie całkiem nieźle. Nie odczuwałem wyraźnego uślizgu, biegło się bardzo komfortowo. Cholewka w butach w trakcie tak mokrych dni dość szybko łapała wilgoć, a topniejący śnieg potrafił wnikać w głąb buta. Jednak materiał górnej części obuwia jest na tyle "oddychający" i cienki, że pod wpływem ciepła stóp szybko się osuszał. Taki to dylematy biegaczy, mieć but całoroczny, albo nieprzemakalny. Gdy pogoda zrobiła się nieco gorsza, a śnieg i lód to nieodłączny element ścieżek biegowych, to o poślizg jest bardzo łatwo, jednak jest to przypadłość większości typowych asfaltówek. Jak już wcześniej wspomniałem stopa leży niżej, niż linia pianki podeszwowej, co sprawia, że podczas gwałtownych skrętów i nierówności terenu potrafi się wbijać w boczne części stopy. Nie jest to uciążliwe, ale biegacze o szerszej stopie mogą mieć z tego powodu większy dyskomfort.


    Z każdym przebiegniętym kilometrem zwracałem uwagę na różne aspekty i tak o to gruba podeszwa nie jest wcale tak miękka. Rzekłbym, że raczej średnio miękka, ale jak dla mnie i moich 70 kilogramów jest idealna. Idealna w tym sensie, że czuję jej sprężystość, nie zapadam się, a mimo to zapewnia mi niezbędną ochronę podczas 15-20-kilometrowych biegów. Dodatkowo to płynne przetaczanie, które czuć już w pierwszej chwili, nie zmieniło się pomimo przebiegniętych kilometrów. Biegając w Hoka Clifton 4 wydaje mi się, że ląduje bliżej swojego środka ciężkości, sam krok biegowy jest jakby bardziej płynny i rytmiczny, nie jestem ekspertem w dziedzinie biomechaniki, ale fakt jest taki, że biega mi się przyjemnie i odczuwam to szczególnie podczas prędkości 4'/km i wyższych. Jak już wspomniałem, próżno w Cliftonie szukać miękkości choćby Cumulusa od ASICS-a, ale moim zdaniem jest od niego o wiele bardziej wszechstronny jeśli chodzi o obsłużenie kliku jednostek treningowych. Podczas dłuższych biegów w tempie 5'/km, buty odpowiednio amortyzują, a na krótszych odcinkach prędkości rzędu 3'-3'30''/km nie sprawiają, że but mi ciąży. Po przebiegnięciu w nich ponad 300km nie zauważyłem, aby nadmiernie się zużyły. Bieżnik podeszwy, dzięki zastosowaniu odpornej na ścieranie gumy, jest nietknięty, a cholewka nie wygląda na "zmęczoną", chociaż pogoda nie rozpieszczała.


    Przez cały okres użytkowania biegało mi się bardzo dobrze, od wolnych wybiegań, przez siłę biegową w postaci podbiegów, do krótszych odcinków 200 m. Nie było żadnych nieprzyjemnych niespodzianek, prócz sporadycznych ucisków pianki na boczne części stopy podczas gwałtownych skrętów.


    Podsumowując, jest to bardzo dobry but treningowy, który sprawdzi się na nogach większości neutralnych biegaczy. Szczególnie, gdy poszukujemy lekkiej, ale zapewniającej odpowiednią ochronę konstrukcję z mniejszym dropem, która dzięki swojej budowie pomaga płynnie przetaczać stopę nie obciążając jej nadmiernie. Podczas mierzenia warto zwrócić uwagę na miejsce w palcach oraz sprawdzić, czy szerokość naszej stopy nie będzie powodowała wpijania się w nią pianki podeszwowej. Przypominam, że stopa leży w podeszwie, a nie na niej, co dodatkowo stabilizuje ją podczas biegu.

Marek Dac.